[VIDEO] Czy polskie dziecko to plecak? Tak sugeruje niemiecki sędzia, który wyrzucił dziś z użyciem policji redaktora Patriot24.net z niemieckiego sądu! Czy chce pozostawić polskiego chłopca w Niemczech u prostytutki, której polski Sąd odebrał prawa?
Nasz Redaktor Naczelny został przymusowo usunięty dziś z sądu w niemieckim Celle, bo przyglądał się respektowaniu przez ten sąd międzynarodowej Konwencji Haskiej! Po jego wyprowadzeniu z sądu przez policję, sędzia Thomas Liekefett zarzucał polskiemu ojcu 6-latka, że "niepotrzebnie przywiązuje się do dziecka". I powinien "traktować je jak plecak, który można zdjąć z pleców i odłożyć na bok"!
- Gdyby nie dzisiejszy udział Telewizji Patriot24.net to mielibyśmy tu dziś niemiecki sąd kapturowy. Ten niemiecki sąd panicznie boi się mediów, bo zamiast przestrzegać ratyfikowanej przez Niemcy Konwencji Haskiej, chce po cichu zabierać polskie dzieci do Niemiec - alarmował dziś mecenas Markus Matuschczyk,reprezentujący ojca dzicka Bartosza Klim.
- Wyrok dotyczący miejsca pobytu polskiego chłopca sędzia Thomas Liekefett ma wydać dopiero za 2 tygodnie. I na ten okres czasu sędzia nie raczył nawet ustalić kontaktu polskiemu ojcu z jego polskim dzieckiem - tłumaczył po wyjściu z sali rozpraw mecenas Markus Matuschczyk.
- Sędzia Thomas Liekefett oświadczył, że skoro dziś rodzice się nie dogadali ze sobą, to widzeń ojca z dzieckiem nie będzie. Uważam, że sędzia jest od podejmowania decyzji a nie od obrażania się na rodziców. I tym samym wspierania matki-porywaczki łamiącej międzynarodowe prawo! - komentuje Robert Rewiński, Redaktor Naczelny Patriot24.net.
Mecenas apeluje by sprawą natychmiast zajęły się polskie władze. Nie tylko Ambasada Polska w Berlinie, ale także Polski MSZ i polskie Ministerstwo Sprawiedliwości. Bo sprawa postawy Sądu w Celle jest bardzo niebezpieczna!.
Dlaczego?
Bo matka dziecka- Polka, 27-letnia Dagmara Klim, dowiedziała się, że polski Sąd Rejonowy w Jeleniej Górze odebrał jej prawa rodzicielskie do wychowywania synka. Kobieta przyznała się przed sądem, że pozostawia dziecko na około 20 dni razem z ojcem Bartoszem Klim, bo wyjeżdża do Niemiec, pracować jako prostytutka.
Dodatkowo sąd ustalił, że w czasie, kiedy zajmowała się dzieckiem, zaniedbała jego uzębienie. Zaniedbywała rozmowy z synem, przez co dziecko nie rozwijało się prawidłowo. Konieczna była interwencja logopedy
Matka dodatkowo nie uczyła dziecka elementarnych rzeczy takich jak korzystanie z toalety. Robił to ojciec dziecka, który nauczył dziecko sygnalizować potrzeby fizjologiczne. Kiedy jednak dziecko trafiało do matki, to po kilku dniach znowu nosiło pampersy, co powodowało, że chłopiec nie korzystał z toalety i zanikało sygnalizowanie potrzeb fizjologicznych.
Dodatkowo Dagmara Klim okłamała polski Sąd. Przedstawiła zaświadczenie o zatrudnieniu. Ale człowiek, który to zaświadczenie wystawił zeznał przed Sądem, że jest ono fikcyjne. Tylko na potrzeby tej rozprawy.
Kiedy Dagmara Klim w styczniu 2017 roku dowiedziała się o decyzji jeleniogórskiego Sądu, zamiast dostosować się do polskiego prawa, w lutym 2017 uciekła z dzieckiem do Niemiec. Od tamtej pory ukrywała się z synem i uniemożliwiała ojcu kontakty.
Dziś w sądzie w Celle wyznaczono rozprawę z Konwencji Haskiej. Stało się to na wniosek Bartosza Klima za pośrednictwem polskiego Ministerstwa Sprawiedliwości. Przesłało ono wniosek do niemieckiego Ministerstwa Sprawiedlwości o natychmiastowy zwrot dziecka do Polski ze względu na uprowadzenie go przez Dagmarę Klim i niedostosowanie się do polskiego prawa.
Nasza telewizja Patriot24 zjawiła sie dziś w sądzie w Celle. Obserwujemy tego typu procesy w różnych krajach świata i zazwyczaj są one formalnością. Gdyż uchwalona w 1980 w Hadze Konwencja niemal automatycznie nakazuje rodzicowi- porywaczowi wydanie dziecka z powrotem do kraju, z którego zostało uprowadzone. Oraz nakłada na rodzica porywacza karę finansową w kwocie od kliku do nawet 25 tysięcy euro.
Jednak dzisiejsze zachowanie się sędziego w sądzie w Celle przybrało dramatyczną formę. Sędzia Thomas Liekefett zaczął krzyczeć na naszego redaktora i palcem wskazującym rozkazał mu opuścić salę, używając stwierdzenie "Go Home!".
Następnie, na polecenie krzyczącego i trzaskającego sądowymi drzwiami niemieckiego partnera Dagmary Klim (przez 6 godzin to on był opiekunem na terenie Sądu w Celle polskiego chłopca), wezwana została wiceprezes sądu, która przyszła razem z policją.
Chciała cenzurować materiały filmowe naszego Redaktora, bo ten partner się tego domagał. Wcześniej na terenie Sądu w Celle wygrażał palcem naszemu Redaktorowi.
Wiceprezes Sądu w Celle nie dostała naszych materiałów filmowych. A kiedy nasz Redaktor powołał się na Konstytucję Niemiec i europejskie Prawo Wolności Mediów, nakazała naszemu Redaktorowi opuszczenie sądu!
Dowiedziała się jednak, że materiał tworzony jest na temat dobra polskiego dziecka, wywiezionego przez matkę prostytutkę do Niemiec. A tu posługując się właśnie dzieckiem, być może okłamuje instytucje socjalne i sąd w Niemczech w celu uzyskania pieniędzy od niemieckich podatników.
Chwilę potem do akcji ruszył sam sędzia Thomas Liekefett, który udał się do gabinetu Prezesa Sądu i otrzymał zgodę na przymusowe wyprowadzenie naszego Redaktora z budynku sądu.
- Wiedziałem, że jeżeli się sprzeciwię, dojdzie do absurdalnego użycia siły. Najważniejsze było, by proces Konwencji Haskiej w ogóle się dziś odbył dlatego zgodziłem się opuścić sąd. Rosły policjant z kajdankami, pałką i gazami paraliżującymi szedł przede mną. A za mną szła identycznie uzbrojona, wyższa ode mnie policjantka. Czułem się trochę jak za czasów okupacji - relacjonuje Robert Rewiński Redaktor Naczelny Patriot24.net.
- Jeśli tak ma wyglądać wolność słowa, poszanowanie umów międzynarodowych, praw człowieka i demokracja w Unii Europejskiej pod dyktando Niemiec, to ja dziś przestrzegam pozostałe kraje Unii Europejskiej przed takim przywództwem! - alarmuje Robert Rewiński.
Po wyjściu naszego Redaktora sędzia Thomasa Liekefett widziany był z adwokat polskiej prostytutki mecenas Dorotą Platzer, jak żartowali sobie miło rozmawiając na sądowym korytarzu. Świadkowie mieli wrażenie, że bardzo dobrze sie znają i lubią.
Sama adwokat Dorota Platzer chciała zakazać nam filmowania jej osoby i wykrzykiwała, że nie zgadza się na publikację swojego wizerunku. A z sądu wyszła zakrywając głowę płaszczem. Nie chciała przy tym odpowiedzieć na pytanie czy poinformowała swoją klientkę Dagmarę Klim o grożących jej karach finansowych za uprowadzenie dziecka idących w tysiące euro? I o możliwej karze więzienia nawet do 2lat, jeśli nie odda dziecka w myśl Konwencji Haskiej? Czy po prostu zainkasowała od Dagmary Klim honorarium. nie mówiąc jej o tym?
- To bardzo powszechne zjawisko, że adwokaci broniący rodziców porywaczy obiecują im wygraną w sądzie. A jak do tej pory zawsze obserwowane przez nas porwania kończyły się przegraną rodzica-porywacza, tysiącami euro kary i rozkładaniem rąk przez adwokatów. Oficjalnie skarżyli się na niesprawiedliwość sądów a za plecami klienta śmiali się z ich głupoty po przyjęciu kilku kolejnych tysięcy euro honorarium za przegraną sprawę - przekazuje Robert Rewiński.
Niniejszy tekst tłumaczymy na język niemiecki i wysyłamy do Ministerstwa Sprawiedliwości Niemiec do Ministra Heiko Maas z pytaniem czy ma zaufanie do Prezesa Sądu w Celle i jego zastępcy, którzy wprowadzają cenzurę jednocześnie przymykając oko na żartowanie sobie z tego dramatu przez sędziego Thomasa Liekefett i adwokat Dorotę Platzer na korytarzu kierowanych przez nich instytucji.
Oraz z pytaniem, dlaczego niemiecki partner Dagmary Klim trzaskał drzwiami w Sądzie i wymusił na Prezesie Sądu w Celle użycie policji? Dlaczego miał moc sprawczą kierowania Prezesem Sądu w Celle?!
Przekazujemy go też do polskiego Ministra Sprawiedliwości Zbigniewa Ziobro, Ministerstwa Spraw Zagranicznych i Ambasady Polskiej w Berlinie z prośbą o pomoc polskiemu ojcu.
Czy odbieranie polskich dzieci i zatrzymywanie ich wbrew międzynarodowemu prawu jest polityką Niemiec i lekarstwem na niż demograficzny, z którym Niemcy zmagają się od kilkudziesięciu lat?
Wyrok w tej sprawie ma zapaść za 2 tygodnie na posiedzeniu niejawnym.
Sprawę komentuje z Berlina MARCIN GALL - Prezes Międzynarodowego Stowarzyszenia Przeci Dyskryminacji Dzieci w Niemczech:
Sprawy prowadzone w trybie Konwencji Haskiej dotyczące uprowadzen rodzicielskich są bardzo delikatnej materii, gdyż w ich interesie leży dobro uprowadzonego dziecka.
Szokujące dla opinii publicznej w tej sprawie może być to, że z jednej strony mamy ojca z zawodu policjanta i z drogiej strony matkę porywaczke wykonująca najstarszy zawód świata, czyli pracująca jako prostytutka. Sprawa jest niby oczywista z plusem dla ojca dziecka , ale trzeba też zaznaczyć, że w Niemczech były przypadki wygranych spraw przez matki uprawiające tego typu zawód.
Sąd wielokrotnie wychodził z założenia, że matka może więcej zaoferować dziecku finansowo jak ojciec, który wykonuje mniej płatną pracę. Ja oczywiście jestem dobrej myśli i jestem przekonany, że dziecko wróci do prawidłowego opiekuna. Życzę ojcu dziecka i osobą włączonych w tą sprawę sukcesu.
My jako Stowarzyszenie również będziemy monitorować ten przypadek.
Przez wiele miesięcy Biuro Rutkowski, Telewizja Patriot24.net i NaszaWielkopolska.pl śledziły dramatyczną walkę pani Adrianny o odzyskanie córki uprowadzonej przez ojca wbrew sądowym nakazom. W tym czasie dziadkowie dziewczynki podejmowali różne formy protestu – pikiety pod sądem, apele pod Sejmem i kilkukrotne głodówki dziadka, który, choć czasem je przerywał, nigdy nie tracił nadziei na powrót wnuczki do matki. Jednym z najbardziej bolesnych momentów były urodziny, które dziewczynka mogła spędzić z mamą jedynie przez ekran telefonu.
Przez wiele miesięcy Biuro Rutkowski, Telewizja Patriot24.net i NaszaWielkopolska.pl śledziły dramatyczną walkę pani Adrianny o odzyskanie córki uprowadzonej przez ojca wbrew sądowym nakazom. W tym czasie dziadkowie dziewczynki podejmowali różne formy protestu – pikiety pod sądem, apele pod Sejmem i kilkukrotne głodówki dziadka, który, choć czasem je przerywał, nigdy nie tracił nadziei na powrót wnuczki do matki. Jednym z najbardziej bolesnych momentów były urodziny, które dziewczynka mogła spędzić z mamą jedynie przez ekran telefonu.
Przez wiele miesięcy Biuro Rutkowski, Telewizja Patriot24.net i NaszaWielkopolska.pl śledziły dramatyczną walkę pani Adrianny o odzyskanie córki uprowadzonej przez ojca wbrew sądowym nakazom. W tym czasie dziadkowie dziewczynki podejmowali różne formy protestu – pikiety pod sądem, apele pod Sejmem i kilkukrotne głodówki dziadka, który, choć czasem je przerywał, nigdy nie tracił nadziei na powrót wnuczki do matki. Jednym z najbardziej bolesnych momentów były urodziny, które dziewczynka mogła spędzić z mamą jedynie przez ekran telefonu.
Czy w Polsce można zostać poważnie rannym podczas policyjnej interwencji za brak świateł i pasów? Tak twierdzi Pan Marcin , który po próbie zatrzymania przez policjantów z Łęcznej trafił do szpitala z wieloodłamowym złamaniem nogi. Mężczyzna był trzeźwy, co potwierdza wynik badania alkomatem. Twierdzi, że został pobity już po zatrzymaniu, a świadkiem całej sytuacji był jego syn. Sprawa została zgłoszona do Biura Spraw Wewnętrznych Policji w Lublinie. Dokumentacja lekarska nie pozostawia wątpliwości – urazy są poważne.
Czy w Polsce można zostać poważnie rannym podczas policyjnej interwencji za brak świateł i pasów? Tak twierdzi Pan Marcin , który po próbie zatrzymania przez policjantów z Łęcznej trafił do szpitala z wieloodłamowym złamaniem nogi. Mężczyzna był trzeźwy, co potwierdza wynik badania alkomatem. Twierdzi, że został pobity już po zatrzymaniu, a świadkiem całej sytuacji był jego syn. Sprawa została zgłoszona do Biura Spraw Wewnętrznych Policji w Lublinie. Dokumentacja lekarska nie pozostawia wątpliwości – urazy są poważne.
Czy w Polsce można zostać poważnie rannym podczas policyjnej interwencji za brak świateł i pasów? Tak twierdzi Pan Marcin , który po próbie zatrzymania przez policjantów z Łęcznej trafił do szpitala z wieloodłamowym złamaniem nogi. Mężczyzna był trzeźwy, co potwierdza wynik badania alkomatem. Twierdzi, że został pobity już po zatrzymaniu, a świadkiem całej sytuacji był jego syn. Sprawa została zgłoszona do Biura Spraw Wewnętrznych Policji w Lublinie. Dokumentacja lekarska nie pozostawia wątpliwości – urazy są poważne.
Prokuratura Rejonowa w Wysokiem Mazowieckiem prowadzi postępowanie w sprawie, w której konflikt między dwoma mężczyznami z sektora prac ziemnych przybrał zaskakujący obrót. Jeden z nich – legalnie działający przedsiębiorca, dysponujący kompletem dokumentacji, umów i potwierdzeń płatności – został objęty dochodzeniem, mimo iż druga strona nie przedstawiła żadnych formalnych dowodów, a jedynie relacje świadków ze swojego bliskiego otoczenia.
Sąd Rejonowy w Jaworznie odrzucił wniosek prokuratury o umorzenie sprawy z oskarżenia miejscowej policji ze względu na „chorobę psychiczną” oskarżonej. Czy policja przyzna się do fatalnie przeprowadzonej interwencji i możliwego mataczenia jednego z funkcjonariuszy? Czy prokuratura wycofała akt oskarżenia i zakończy tę sądową farsę?
Sąd Rejonowy w Jaworznie odrzucił wniosek prokuratury o umorzenie sprawy z oskarżenia miejscowej policji ze względu na „chorobę psychiczną” oskarżonej. Czy policja przyzna się do fatalnie przeprowadzonej interwencji i możliwego mataczenia jednego z funkcjonariuszy? Czy prokuratura wycofała akt oskarżenia i zakończy tę sądową farsę?
Sąd Rejonowy w Jaworznie odrzucił wniosek prokuratury o umorzenie sprawy z oskarżenia miejscowej policji ze względu na „chorobę psychiczną” oskarżonej. Czy policja przyzna się do fatalnie przeprowadzonej interwencji i możliwego mataczenia jednego z funkcjonariuszy? Czy prokuratura wycofała akt oskarżenia i zakończy tę sądową farsę?