[VIDEO] TOGI BEZ SUMIEŃ: Dlaczego zlekceważył matkę, uprowadzonego przez narkomana 3,5 letniego dziecka, Prezes Sądu Rejonowego w Zambrowie Tomasz Makaruk? Czy boi się Roberta K., którego brat jest poszukiwany listem gończym za handel narkotykami?
Zrozpaczona Magdalena Kowalik została wczoraj zlekceważona przez Prezesa Sądu Rejonowego w Zambrowie Tomasza Makaruka, który nie chciał wysłuchać jej prośby o pomoc w odzyskaniu, zgodnie z sądowymi postanowieniami, jej 3,5 letniego synka! Mimo, że był w swoim gabinecie, to kazał przyjść na dyżur w środę za 6 dni!
Sprawę koszmaru Magdaleny Kowalik nagłośnił w środę po raz kolejny Krzysztof Rutkowski. Przypomnijmy, że matka nie ma kontaktu ze swoim dzieckiem od 28 lipca 2018 r. Wówczas to Robert K., zdiagnozowany sądownie jako narkoman i hazardzista, uprowadził syna. I zapowiedział, że już go matce nie odda.
Wszystkie artykuły na ten temat znajdziesz pod linkiem
Wczoraj z matką i obowiązującymi postanowieniami sądowymi pojechaliśmy do Sądu Rejonowego w Zambrowie. Chcieliśmy zapytać, kiedy kuratorzy sądowi odbiorą zgodnie z prawem chłopca porywaczowi i oddadzą matce?
Jednak natknęliśmy się na wstrząsającą, nieludzką, obojętność sędziów i pracowników tego Sądu.
- Kierownik zespołu kuratorów powiedziała mi, że nic nie zrobią bo, nie dostali pisma z Wydziału Rodzinnego tego samego sądu. Ja to pismo złożyłam miesiąc temu, a ten Wydział Rodzinny mieści się na tym samym piętrze i na tym samym korytarzu - przekazuje wstrząśnięta Pani Magdalena Kowalik.
Jeszcze bardziej wstrząśnięta wyszła z sekretariatu Wydziału Rodzinnego chwilę później.
- Sędzia powiedział mi, że nie wpłaciłam 40 zł za złożone pismo. A ja przecież wpłaciłam! A on mi powiedział, że nie zapłaciłam za to... Pieniędzy sąd mi nie zwrócił, i nikt nie poinformawał mnie, że mam zapłacić inaczej. - mówi zdezorientowana Magdalena Kowalik.
Całość można zobaczyć na dołączonnych do niniejszego tekstu filamch oraz na Telewizja.Patriot24.net
Czy bałagan formalny w Wydziale Rodzinnym oraz u Kierownika Zespołu Kuratorskiego ma decydować o dalszym koszmarze matki i dziecka? Czy pracownicy tych wydziałów biorą, co miesiąc pieniądze za utrzymywanie bałagnu w swoich dokumentach na szkodę Magdaleny Kowalik? Dlaczego te bałaganiarskie wydziały nie realizują postanowienia Sądu Okręgowego w Łomży, nakazującego natychmiastowy odbiór dziecka narkomanowi i przekazania go Pani Magdzie?
Zrozpaczona matka chciała o to zapytać wczoraj Prezesa Sądu Rejonowego w Zambrowie, Tomasza Makaruka. Towarzyszliśmy jej z kamerą kiedy próbowała się dostać do jego gabinetu na drugim piętrze.
Jednak na drodze stanęła nam jego sekretarka, która nie dopuściła matki do Prezesa Sądu.
- Pan Prezes przyjmie Panią w godzinach dyżurowania czyli w środę od godziny 10:00 do 12:00 - przekazała Pani Magdalenie.
- Ale mamy przecież czwartek więc dyżur dopiero będzie za 6 dni. Czy Pan Prezes nie może zrobić wyjątku w tak ważnej sprawie ? - pytaliśmy.
- Nie. Proszę przyjść w środę na dyżur - oświadczyła sekretarka.
Magdalena Kowalik zapowiedziała, że poruszy niebo i ziemię by odzyskać ukochane dziecko. Jej zdaniem Sąd Rejonowy w Zambrowie zachowuje się w tej sprawie wyjątkowo pasywnie.
- Czy Prezes Sądu Rejonowego w Zambrowie boi się ojca mojego dziecka ? Wszyscy wiedzą, że poszukiwany listem gończym brat Roberta K., Krzysztof Kowalik ukrywa się w Zambrowie i też jest bezkarny. Mam odczucie, że jest to bardzo niewygodna sprawa dla Prezesa Sądu Pana Tomasza Makaruka - przekazuje Magdalena Kowalik.
Chcieliśmy zadać wczoraj te pytania Prezesowi Sądu Rejonowego w Zambrowie. Ale ukrył się również w swoim gabinecie przed naszą kamerą i odmówił spotkania.
Przez wiele miesięcy Biuro Rutkowski, Telewizja Patriot24.net i NaszaWielkopolska.pl śledziły dramatyczną walkę pani Adrianny o odzyskanie córki uprowadzonej przez ojca wbrew sądowym nakazom. W tym czasie dziadkowie dziewczynki podejmowali różne formy protestu – pikiety pod sądem, apele pod Sejmem i kilkukrotne głodówki dziadka, który, choć czasem je przerywał, nigdy nie tracił nadziei na powrót wnuczki do matki. Jednym z najbardziej bolesnych momentów były urodziny, które dziewczynka mogła spędzić z mamą jedynie przez ekran telefonu.
Przez wiele miesięcy Biuro Rutkowski, Telewizja Patriot24.net i NaszaWielkopolska.pl śledziły dramatyczną walkę pani Adrianny o odzyskanie córki uprowadzonej przez ojca wbrew sądowym nakazom. W tym czasie dziadkowie dziewczynki podejmowali różne formy protestu – pikiety pod sądem, apele pod Sejmem i kilkukrotne głodówki dziadka, który, choć czasem je przerywał, nigdy nie tracił nadziei na powrót wnuczki do matki. Jednym z najbardziej bolesnych momentów były urodziny, które dziewczynka mogła spędzić z mamą jedynie przez ekran telefonu.
Przez wiele miesięcy Biuro Rutkowski, Telewizja Patriot24.net i NaszaWielkopolska.pl śledziły dramatyczną walkę pani Adrianny o odzyskanie córki uprowadzonej przez ojca wbrew sądowym nakazom. W tym czasie dziadkowie dziewczynki podejmowali różne formy protestu – pikiety pod sądem, apele pod Sejmem i kilkukrotne głodówki dziadka, który, choć czasem je przerywał, nigdy nie tracił nadziei na powrót wnuczki do matki. Jednym z najbardziej bolesnych momentów były urodziny, które dziewczynka mogła spędzić z mamą jedynie przez ekran telefonu.
Czy w Polsce można zostać poważnie rannym podczas policyjnej interwencji za brak świateł i pasów? Tak twierdzi Pan Marcin , który po próbie zatrzymania przez policjantów z Łęcznej trafił do szpitala z wieloodłamowym złamaniem nogi. Mężczyzna był trzeźwy, co potwierdza wynik badania alkomatem. Twierdzi, że został pobity już po zatrzymaniu, a świadkiem całej sytuacji był jego syn. Sprawa została zgłoszona do Biura Spraw Wewnętrznych Policji w Lublinie. Dokumentacja lekarska nie pozostawia wątpliwości – urazy są poważne.
Czy w Polsce można zostać poważnie rannym podczas policyjnej interwencji za brak świateł i pasów? Tak twierdzi Pan Marcin , który po próbie zatrzymania przez policjantów z Łęcznej trafił do szpitala z wieloodłamowym złamaniem nogi. Mężczyzna był trzeźwy, co potwierdza wynik badania alkomatem. Twierdzi, że został pobity już po zatrzymaniu, a świadkiem całej sytuacji był jego syn. Sprawa została zgłoszona do Biura Spraw Wewnętrznych Policji w Lublinie. Dokumentacja lekarska nie pozostawia wątpliwości – urazy są poważne.
Czy w Polsce można zostać poważnie rannym podczas policyjnej interwencji za brak świateł i pasów? Tak twierdzi Pan Marcin , który po próbie zatrzymania przez policjantów z Łęcznej trafił do szpitala z wieloodłamowym złamaniem nogi. Mężczyzna był trzeźwy, co potwierdza wynik badania alkomatem. Twierdzi, że został pobity już po zatrzymaniu, a świadkiem całej sytuacji był jego syn. Sprawa została zgłoszona do Biura Spraw Wewnętrznych Policji w Lublinie. Dokumentacja lekarska nie pozostawia wątpliwości – urazy są poważne.
Prokuratura Rejonowa w Wysokiem Mazowieckiem prowadzi postępowanie w sprawie, w której konflikt między dwoma mężczyznami z sektora prac ziemnych przybrał zaskakujący obrót. Jeden z nich – legalnie działający przedsiębiorca, dysponujący kompletem dokumentacji, umów i potwierdzeń płatności – został objęty dochodzeniem, mimo iż druga strona nie przedstawiła żadnych formalnych dowodów, a jedynie relacje świadków ze swojego bliskiego otoczenia.
Sąd Rejonowy w Jaworznie odrzucił wniosek prokuratury o umorzenie sprawy z oskarżenia miejscowej policji ze względu na „chorobę psychiczną” oskarżonej. Czy policja przyzna się do fatalnie przeprowadzonej interwencji i możliwego mataczenia jednego z funkcjonariuszy? Czy prokuratura wycofała akt oskarżenia i zakończy tę sądową farsę?
Sąd Rejonowy w Jaworznie odrzucił wniosek prokuratury o umorzenie sprawy z oskarżenia miejscowej policji ze względu na „chorobę psychiczną” oskarżonej. Czy policja przyzna się do fatalnie przeprowadzonej interwencji i możliwego mataczenia jednego z funkcjonariuszy? Czy prokuratura wycofała akt oskarżenia i zakończy tę sądową farsę?
Sąd Rejonowy w Jaworznie odrzucił wniosek prokuratury o umorzenie sprawy z oskarżenia miejscowej policji ze względu na „chorobę psychiczną” oskarżonej. Czy policja przyzna się do fatalnie przeprowadzonej interwencji i możliwego mataczenia jednego z funkcjonariuszy? Czy prokuratura wycofała akt oskarżenia i zakończy tę sądową farsę?